Chcąc mnie ochronić, zamkniesz mnie w dłoni?

fotolog o mnie proust kocham je
agnieszka fanta didi kai wróć klaudynka leshÓ mrr:* rainfall resustytacja rokoko siepka sis shhh tajszczyzna ownlog
'03: 11 12
'04: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
'05: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
'06: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 1011 12
'07: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 10 12
'08: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

08.08.2005 :: 17:19 | Link | Komentuj (4)
Makowieckiego mam w głośnikach. Ot, taka słabość. Nostalgicznie i melancholijnie.
Moja Paktofonika w bezbateryjnym discmanie dawno niesłuchana. Biedna peefka.

Mam świat przepełniony snami. Nieostro. Wiele rozmazane. Układam swój kolaż z magicznych momentów, upojenie chwilami samą mnie zaskakuje. Śmieję się do kochania do słuchawki i to daje mi uśmiech na cały wieczór.
Jeden moment mam zapamiętany, to było jak modlitwa. Nie umiem tego opisać, tego nikt nie wie. Nie umiem o tym nawet pisać bez uniesień. W oczach mam łzy, a w środku jest to uczucie, ten promień, ta pewność. Dziękuję.
Katharsis to zbyt fachowe pojęcie.
Rzeczywistość nadal poza mną.

A w stolicy było mojo.
Był dziadek. Babcia. Metro z chłopakiem uśmiechającym się do mnie z sąsiedniego siedzenia i mój odwracany wzrok. Była nastrojowa muza w centrum i moje kroki w jej takt. Było ogromne poczucie tęsknoty. Ludzie trzymali się za ręce. Ludzie się całowali. Ludzie się witali, żegnali, przechodzili obok siebie mimochodem. Były dwie przeczytane książki, łzy w turkusowe prześcieradło. Była Praga z mnogością warszawskich odcieni; czy na Pradze nie jest najbardziej warszawsko? Był mój Żoliborz, od lat taki sam. Były gołębie na starówce, które karmiłam lodem. Tak samo jak kilkanaście lat temu, dwie fotografie, nawet to samo miejsce. Tam przy ławkach, koło syrenki. Takie zwykłe, przyjemne szczęście. Może nie takie zupełne, ale szczęście. Śmiech na tych nowych schodach koło trasy W-Z, utrwalony na zdjęciu… Było klimatycznie na stadionie, były wielkie budynki, byłam małą dziewczynką oszołomioną wszechobecnym eklektyzmem, wymieszaniem biedy i bogactwa, kontrastem ulic Nowogrodzkiej i Chmielnej, oddalonych od siebie o kilkadziesiąt przecież metrów.
Było pełno wspomnień.
Będę tam jeszcze we wrześniu. Lub, jeśli sprawy ułożą się niepomyślnie, i w sierpniu.
Czyli że się widzimy a aout?


13.08.2005 :: 16:48 | Link | Komentuj (11)
Raczej wegetacja.
Liczba przyjaciół raptownie się kurczy, odkąd N. ma swoje podboje miłosne, o innych przyjaciołach nie wspomniawszy.
Znowu mam ten brzydki zwyczaj przeklinania w myślach, znowu niezliczone setki jebanych kurw, chujów i ja pierdolę, gdy w końcu muszę już wstać z tego łóżka o tej, powiedzmy sobie, 12-12.15 i zacząć kolejny, przepojony mega ciekawymi zajęciami dzień.
Zazdroszczę tym wszystkim szczęśliwie zakochanym parom z filmu co się tak zajebiście trzymają za ręce i całują, jakby to wszystko było takie łatwe i przyjemne, a jedyne problemy okazywałyby się do załatwienia w kilka dni. A przeszkodą są takie banalne, banalne rzeczy i w swej banalności nie do pokonania. Żeby nie móc zaplanować swojej własnej przyszłości, od teraz za 10 dni? Chamsko. O tak właśnie się czuję. Przejebanie chamsko.
Chodzę znów w mej białej czapce, a robię to wtedy, gdy chcę się zamknąć i nie wystawiać na widok publiczny. Może samotny spacer byłby dobrym rozwiązaniem?
Już sama nazwa brzmi zbyt sentymentalnie i kiczowato.
Chciałabym pobyć sama, tak naprawdę. Tak żeby nikt nie wołał mnie na chwilę do pokoju, nie denerwował mnie swoimi pretensjami i wyrzutami, żebym była tylko sama ze sobą. Nie miałabym w sobie tej zazdrości i frustracji w środku, ta cała abstynencja tez nie działałaby na mnie przygnębiająco. Chyba.

+1 rozmowa telefoniczna na zimnej podłodze w kuchni, ciepły czuły głos w słuchawce, najsli, najsli a potem sen z Mikołajem w jednej z głównych ról.
27.08.2005 :: 19:48 | Link | Komentuj (4)
Oj, źle ze mną. Pustkę po jego odjeździe odczuwam o jeden dzień za dużo, o kolejny raz za mocno.
Gdyż dziwnie żyć tylko tak dla jednej osoby, dziwnie tak, gdy nie ma się nikogo, 'przyjaciela' który powinien być wczoraj, powinien też dziś otrzeć mi łzy i rzec, że mam się nie poddawać, że zamartwianie nic nie da, że on mnie potrzebuje też gdy jest daleko, że gg jest pojebane, że przecież doskonale wiem, że on nie przestaje czuć, gdy jest źle i że mam przestać się nad sobą roztkliwiać. Brakuje mi dawnej N., tego, że mimo wszystko mogłam się jej wypłakać i szanowała moje smutne milczenie, nic nie mówiła nawet, a czasem skrzyczała i kazała się przestać mazać i nawet pomagało. Brakuje mi. Nie jestem dość silna w takich chwilach, jeszcze nie. I to ona mówiła najczęsciej, że będzie dobrze, że jestem głupia i jebnięta, a później razem śmiałyśmy się z żartów w innych okazjach nieśmiesznych.

Mam znowu wspomnienia. Moje kochanie szepczące mi do ucha czy było fajnie, biorące mnie za rękę, każące mi wsiąść do windy, choć tego boję się śmiertelnie. Jego zapach poranny i pewność, że on tam czeka na mnie, że jest tak blisko. Moje kochanie wesołe, śmiejące się, niegrzeczne, troskliwe, czułe, smutne, rozumiejące moje łzy. Mające tak piękne oczy, niewyobrażalnie. To, jak raz śnił mi się mój powracający sen o spadaniu w ciemną przepaść, to co powraca zawsze, gdy czegoś się boję. I przebudzenie w jego ramionach i natychmiastowa ulga, tak wielkie poczucie bezpiecznego szczęścia.
Nie powiedziałam ci o tym. Chyba nie wiedziałam jak.
To, że przyszedł w tak ważnym momencie, że wie, kiedy mnie poskromić, a kiedy być czułym...
Taki czas, kiedy wiesz prawie na pewno, że raz jesteś potrzebna. Że ktoś po prostu zauważa cię bezwarunkowo, nie mimo coś. I kiedy cieszą takie rzeczy, jak kotek na trawie widzianej z balkonu, bo obok jest on, bo uśmiecha się do mnie. I jestem dla niego dzieckiem, jestem kobietą, jestem sobą, a on to przyjmuje. Pierwszy raz od zawsze.

Ale teraz znowu nie wiem.
Znowu mam "może".
Niepewne daty, "nic na co się czeka".
I jeszcze inne słowa, które zabolały, ale których nie ma po co wspominać.

Bo było pięknie.


'Bo przytulanie i spanie przytulonymi. To chyba jeden z największych i najmądrzejszych aspektów świata.'

adopt your own virtual pet!
thx for ownlog