Chcąc mnie ochronić, zamkniesz mnie w dłoni?

fotolog o mnie proust kocham je
agnieszka fanta didi kai wróć klaudynka leshÓ mrr:* rainfall resustytacja rokoko siepka sis shhh tajszczyzna ownlog
'03: 11 12
'04: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
'05: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
'06: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 1011 12
'07: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 10 12
'08: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

03.10.2005 :: 18:40 | Link | Komentuj (3)
Dziś będzie na temat niesprawiedliwości.

Półtora roku życia zostało wycięte, zniknęło, pofrunęło razem z delikatnymi płatkami wiosennych dmuchawców. Nie było wcale nikogo, kto starałby się zatrzymać i może dobrze, może empiryzm ma wynikać z przypadków losu, z tego, że każdy z nas jest sam, skazany na samotne poznanie. Ot, taka refleksja, po RWT.
Zachowujesz się jak mała kapryśna dziewczynka, odrzucasz i przybliżasz, wedle życzenia, wedle tych małych szczegółów?elementów?. Nie wiesz ile razy bywam w podobnej sytuacji, że umiem wyczuć te wszystkie niedorzeczności, błahostki, kierowanie się dumą. Moja duma w takim wypadku jest ściskającym uczuciem w gardle, zielonym, odwróconym wzrokiem. To takie dorosłe, takie od mnie niepodobne, takie do cna nieentuzjastyczne. Dorosłość to sztuka kompromisów, po prostu, czasem boję się, że też doskonała wprost sztuka niszczenia to, co naprawdę prawdziwe. Bez otoczek, uprzejmej kurtuazji, ukrywania się pod, gładzenia.

Zawsze lubiłam w sobie entuzjazm.

Kusisz, kusisz tym wszystkim co bywa tak odbierane-feerią uczucia, barwą ust, tym nieuchwytnym zapachem, który odurza, który sprawia, że się go pragnie. Nie wiedziałam, że człowieka można poznać tak bardzo tylko poprzez zmysł dotyku, węchu; pierwotne, prawdziwe. Rozpoznałabym ten zapach z miliarda innych, jest jedyny na świecie, tylko dla niego jestem zdolna do heroizmu. To od tych nowych zdjęć, wiesz.
Lubię te ukradkowe spojrzenia w autobusie, lubię je czuć, lecz na nie wcale nie odpowiadam, o nie; po prostu tak, miło. Wtedy tylko myślę o tobie.

I wolę, by nowe jeansy były rozbierane, by mogły poddać się memu nadzwyczajnemu rozbudzeniu, tego czuciu cię wszędzie, w każdym atomie skóry, która pamięta, jak dotykasz.
Wegetacji tydzień czwarty. ?


12.10.2005 :: 23:16 | Link | Komentuj (1)
Nie lubię, jak w moje życie wdziera się przeszłość. Gdy w pewnej chwili odczuwam przebłysk intuicji, później pozytywnie zweryfikowany przez rzeczywistość. Pewne, ważne rzeczy czuje się przez skórę i nie ma na nie żadnego racjonalnego wytłumaczenia. I tu nie chodzi wcale o to, że jestem pod wrażeniem idyllicznych założeń omawianego romantyzmu; nie.
Żyję kilkoma dniami w miesiącu, inny czas jest tylko oczekiwaniem. Po raz kolejny przekonałam się, jak bardzo nie mogę liczyć na 'przyjaciół'. Wiesz, było mi strasznie dziwnie, najchętniej po prostu usiadłabym na środku i się rozpłakała. Za bardzo wierzę w coś tak zwykłego, jak dotrzymywanie obietnic. Ciągle daję ci substytuty, nie to, co obiecuję; później mam ochotę skulić się ze wstydu. Naprawdę chciałam, sytuacja podobna do tej z sierpnia.
Podobał mi się nocny bieg przez całe miasto, by zdążyć na ostatni autobus. I to uczucie w autobusie, przytulonego bezpieczeństwa. A na swojej skórze czuję wciąż jego zarost, tak bardzo jego, pachnący nim.
W tym jestem 4w3-indywidualistą arystokratą. "Może być towarzyska i posiadać duże poczucie humoru. Chce być kreatywna i potrzebna światu. Posiada intuicję, jest ambitna, może mieć dużą wyobraźnię i być bardzo utalentowana. (...) Gdy 4w3 jest w stresie, często się zachowuje inaczej publicznie, a inaczej prywatnie. Może np. nie ujawniać publicznie, wśród znajomych, żadnych swoich uczuć, a następnie iść do domu i samemu bardzo przeżywać np. fakt życia w samotności. Może też np. być bardzo rozrywkowa i sumienna w pracy i jednocześnie być nieszczęśliwa prywatnie z powodów problemów miłosnych. Przywiązuje uwagę do tego jak wygląda, czuje się źle z powodu niedostatków urody.(...)Jest zmienna w uczuciach.(...)Cele stara się osiągać poprzez zazdrość, zemstę lub potrzebę dowiedzenia innym, że są w błędzie."

A co naprawdęnaprawdę?Zazdrosnym wzrokiem patrzę na całujące się pary, z nienawiścią patrzę jak oni głaszczę je po ich ciałach, a potem zasypiam, z moim niedokończonym natężeniem zmysłów. Zasypiam, oswajam, godzę się.
13.10.2005 :: 20:40 | Link | Komentuj (1)
Mam dość. Zajebiście dość.
Nie wytrzymuję tego.


Jestem najgorszą w świecie idiotką, wiesz?
Bo ja już wiem.

Mam nadzieję, że kiedyś się przekonacie. Przysięgam, że się tak stanie.
14.10.2005 :: 12:56 | Link | Komentuj (10)
Ma dość ciągłego niepokoju, ciągłego odwracania wzroku, ciągłej walki o zainteresowanie. Chciałaby być po prostu zauważona, czuć się potrzebna, najpiękniejsza, najfajniejsza. Ma dość łez w oczach, tej beznadziei, która nie każe mieć w sobie dobrych uczuć, która ją zamyka.
Jak jej powiedziano, za bardzo okazuje uczucia.
Właśnie cierpi i jeśli ktoś się chce pod tym podpisać, to powie mu tylko, że gówno prawda. Że nikt i tak nie wie o co chodzi.
Chcąc ją ochronić zamkniesz ją w dłoni? Bo tylko tyle wymaga. O tym marzy, budząc się z rozpaczą w sercu, spoglądając na podrapane dłonie. Chciałaby, żeby ktoś wiedział dlaczego drapie się je z rozpaczy. A tymczasem przytula zabawkę i płacze na cały głos, bo nikogo nie ma w domu. Teraz może być sobą, może znowu czekać, znowu myśleć. Koniec podtrzymywanych sztucznie rozmów na tą godzinę.
A jej prawie największym marzeniem jest po prostu zniknąć. Rozproszyć się w powietrzu na tysiące białych, świetlistych kawałków, tak by nikomu już nie przeszkadzać, tańczyć wreszcie naprawdę lekko, razem z wiatrem.
Szkoda, że tego nie widzą. Żaden z nich.

To tylko w części o mnie.
24.10.2005 :: 18:03 | Link | Komentuj (3)
Myślałam, że to po prostu ma znaczenie.


Bo dla mnie ma największe.

Tak to miało wyglądać pierwotnie. Ale nie, dopiszę ciąg dalszy.

Czułam się znowu najlepiej, czułam to ciepło zastanawiając się nad istotą zakochania. Że jest tak bardzo w środku, że jest w tobie od koniuszków palców, przez całe ciało. Płakałam ze szczęścia w środku, budziłam się w środku nocy, w środku noc (!) i oddalałam swoje paranoje w ciemnym świetle przerzedzonym na jasno oświetlonym krzyżem. Znowu się w ogóle nie bałam, znowu nie było nic bez sensu i jałowo. Znowu wierzyłam w słowa, ranki nie były moim rozpaczliwym wołaniem by dziś zostać w łóżku, by nie musieć z niego wstawać i nie wychodzić na nieprzyjazny świat. Nie mam siły do życia, tej siły błyszcząco entuzjastyczno rzeczywistej. Byłam cała przykryta i okryta, niczym namacalnym, fizycznym. Płakałam z bólu, który rodzi się z piękna. Płakałam, bo tak pięknie wyglądały twoje oczy rozmglone w jeden brązowy punkt. Tak, dlatego też. Zastanawiałam się nad kruchością, potem czułam twoją siłę i znowu płakałam.
A dziś wysyłałam smsy i wiedziałam, że coś jest nie tak. Martwiłam się, zachowałam się jak typowa nastolatka.
Nie umiem odmieniać świata. Nie jest mi dana ta moc. Czasem po prostu chciałabym odmienić twoje życie, nie być rupieciem stojącym z boku, te kilkaset całkiem spierdolonych kilometrów i czuć tę niemoc. Bo wiem że nim nie jestem.

Co mnie najbardziej cieszy? Teraz pieniądze. Dadzą mi tę niezależność i nie będę musiała czekać na kolejne pozwolenie, wybłagiwane z uczuciem upokorzenia i gniewu.




Po prostu to że jestem, to nie jest wszystko. Nie.
30.10.2005 :: 19:53 | Link | Komentuj (12)
Tym, że on w jej myślach - ona w nim. Wzrusza mnie to, zmusza do dreszczy. Lubię płakać, gdy przez moje ciało przebiega dreszcz, bo coś mu się tak bardzo spodobało, że musi wyrazić te najsilniejsze emocje. Nie lubię słowa katharsis; zbyt fachowe. Lubię być muskana, dotykana przez to uczucie; lubię czuć je, gdy wkrada się do serca i czyni mnie wolną, a jednocześcnie tak bardzo uwięzioną. Uwielbiam to czuć i nie zrażaj się oksymoronem, tym razem to prawda. Prawdaprawda.

Dwa dni w tygodniu spotykałam w tym samym miejscu tego samego śnieżnobiałego gołębia z nakrapianą na niebiesko! szyją. Dwa dni w tym samym miejscu! To prawda, że gołębie się przywiązują do miejsc? Za każdym razem patrzył na mnie rozumiejącym wzrokiem, potem wchodził na stopnie sklepu i przepuszczał mi drogę. Szłam uśmiechnięta, myśląc o gołębiach. Wczoraj byłam w kinie na "Planie lotu". Siedziałam prawie nie odrywając wzroku od ekranu, uwielbiam, gdy mnie coś pochłania bez reszty. Kupiłam sobie fajną rzecz w H&M'ie za mnóstwo pieniędzy, bo moje organy czyli obco i okropnie brzmiący keyboard, moje wspomnienie fortepianowych umiejętności zostały sprzedane. Szkoda. Zastanawiające, jak łatwo pozbyć się wspomnień, tylu śladów obecnych na pięciooktawowej klawiaturze, a potem jak dziwnie za nimi tęsknić. Przywiązuję się do przedmiotów. Wierzę, że obdarzone duszą mają duszę. Cząstka mnie jest teraz gdzieś w Gdańsku. Jutro są moje połowinki, na które nie pójdę. To nie tak, że nie chcę. To jest tak, gdy znowu przyjaciele zawiedli, a on nie może i to nie od niego zależy. Nieszczęśliwy splot okoliczności, źle układający się przypadek, kolejna przeszkoda. Nie będę na moich połowinkach, które mam raz w życiu. Czarna i urocza sukienka z dekoltem i małą wstążeczką zostanie w szafie. Może skorzystam z niej przy innej okazji. I to miała być zwykła impreza, nie nic specjalnego. Ale to miały być moje połowinki. Trochę mnie to obeszło. Więcej niż trochę. Dziś po prostu staram się o tym nie myśleć, ćwicząc się w zobojętnianiu i nie patrząc na statusy osób z mojego lo.
Poza tym, przeczytałam kolejną książkę Erici Jong i bardzo mi się podobała. Jest o miłości cielesnej i o ogromnej samotności i o przyjaźni. I o seksualności kobiety, o tych wszystkich moich myślach, moich obawach, moich ekstazach.
I już prawie listopad, i lubię go, za tę melancholię, za to, że nie narzuca się jak grudzień i nie jest na wskroś jesienny jak październik. Dokładnie tak.



'Bo przytulanie i spanie przytulonymi. To chyba jeden z największych i najmądrzejszych aspektów świata.'

adopt your own virtual pet!
thx for ownlog